Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
12 postów 9 komentarzy

Fu-inle

Ian Fu-inle - Apolityczny agnostyk poszukujący prawdy, zasfascynowany psychologią społeczną, uzależnieniami, duchowością, religiami. Wegetarianin, miłośnik zwierząt, muzyk, informatyk.

Serotoninowe dzieci/millenialni rodzice

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Coraz częściej spotykam się ze zjawiskiem, w którym zauważam gdzie dziecko nie ma czasu na bycie dzieckiem...

 

Coraz częściej spotykam się ze zjawiskiem, w którym zauważam gdzie dziecko nie ma czasu na bycie dzieckiem, a rodzice owych wychowanków zapewniają im taki natłok zajęć, iż czasem odnosi się wrażenie jakby przykładowo 10-15 letnie dziecko wyglądało, jakby było zawodowo wypalone przez 20 letni staż pracy w korpo.
Nie twierdzę, że każdy rodzic tak postępuje, aczkolwiek obecnie jestem w wieku, gdzie moje pokolenie to ludzie 30+ i najzwyczajniej widzę jak u niektórych przebiega wychowanie tego młodego pokolenia.

 

Pomijając na moment koronawirusową paranoję, plan takiego młodego człowieka wyglądał mniej więcej tak:

8-14/15 szkoła

15-17 zajęcia pozalekcyjne (np dodatkowy język obcy 2-3 razy w tyg), jeśli nie język obcy to basen lub cokolwiek innego – jest teraz tego naprawdę mnóstwo.
18-19/20 lekcje, wieczorna toaleta chwila na relaks lub od razu sen.
I tak cały tydzień, dodatkowo w weekendy u niektórych również jakieś dodatkowe zajęcia.

 

Natomiast rodzice, jeśli są oboje to zazwyczaj jedno z nich pracuje do późnych godzin wieczornych, żeby mieć z czego opłacić te wszystkie zajęcia, a na głowie drugiego spoczywa obowiązek zajmowania się pociechami. Bardzo często widzę czy to po swoich znajomych czy zwyczajnie ogółem, że Ci młodzi rodzice są kłębkami nerwów.

Nie chcę też krytykować takiej postawy, oczywiście zgodzę się również z faktem, że to dobrze gdy dziecko uczęszcza na jakieś dodatkowe zajęcia w celu rozwoju i nauki, aczkolwiek odnoszę często wrażenie, że dziecko zwyczajnie nie wyrabia, jest przemęczone, natłok zajęć przekłada się na gorsze oceny oraz zachowanie w szkole, lub u takiego malca w tak młodym wieku rozwijają się zaburzenia natury psychicznej i emocjonalnej – fobie, lęki, nerwice, zaczątki depresji, chroniczne zmęczenie, zaburzenia uwagi, problemy ze snem, itp. itd.

 

Często właśnie wtedy, pojawia się „świetny” pomysł, żeby posłać takiego szkraba na terapie do psychoterapeuty lub psychologa, (teraz to takie modne i na czasie, większość ludzi teraz tak funkcjonuje), następnie często taki zawodowiec stwierdza, że malucha powinien zdiagnozować psychiatra, wnet ten z kolei zaczyna pakować w naszego malucha psychotropy od najmłodszych lat! A to wszystko wg mnie jest wynikiem braku komunikacji, nie umiejętności rozmowy ze swoimi pociechami i uczenia ich kontrolowania swoich emocji, prawdopodobnie bierze się to stąd, że sami mają niekiedy na tym tle problemy i nawet nieświadomie przekazują takie zachowania, a jak wiadomo zazwyczaj gołowąs wpatrzony w swojego opiekuna podświadomie przejmuje jego usposobienie.

 

Osobiście pamiętam lata 90’, gdzie dzieci po szkole wracały do domu, odrabiały lekcje, ewentualnie czasem zdarzało się, że ktoś uczęszczał na jakieś zajęcia dodatkowe, a potem był czas na bycie dzieckiem, czas wolny, spotkania przy klasycznym trzepaku, podwórku i nie trzeba było posiadać smartfona najnowszej generacji żeby się umówić na spotkanie.

Po tak spędzonym dniu brzdąc wracał do domu zmęczony i dotleniony, gdzie nie przesiadywał na „fejsie”, w smartfonie naświetlając się zimnym niebieskim światłem wywołującym pobudzenie i problemy ze snem, w tamtych nie tak odległych czasach był to również moment na rozmowę „jak minął dzień”, zainteresowanie ze strony rodzica tym co się robiło za dnia, a następnie czas na sen, który podejrzewam, że był nieporównywalnej jakości do tego jaki przeżywają ówczesne młodziki.

 

Zdaje sobie sprawę oczywiście z rozwoju technologii, internetu, mediów społecznościowych, obecności smartfona, tableta, laptopa (zazwyczaj nie jednego w domostwie), itp itd., niemniej jednak odnoszę wrażenie, że rodzice często decydują się na faszerowanie pigułkami, ponieważ jest to najłatwiejsza i najszybsza droga by otępić smyka, do tego kupić mu w/w gadżet typu smartfon i jest „spokój”, każdy zajęty sobą…

 

A kiedy dziecko ma być dzieckiem? Gdzie jest czas na to?



Chciałem na koniec odnieść się jeszcze do obecnej sytuacji gdzie „szaleje koronawirus”…


Tutaj odbywa się całkowity cyrk, ponieważ szkraby obecnie są pozamykane w domach, lekcje odbywają się on-line, gdzie nijak to się ma do normalnego nauczania, po takim nauczaniu odbywa się przesiadywanie na smartfonie do nocy i lasowanie mózgu, a broń Boże lepiej „dzieciaka nie wypuszczać na świeże powietrze, bo jeszcze przywlecze koronawirusa do domu” – rzekł zapewne niejeden kowidiański paranoik. A jeśli już widzi się takiego młodzika, przeważnie z rodzicami w markecie z owadem w logo obcego kapitału, w szmacie na twarzy, gdzie dodatkowo jego młody mózg nie dostaje dostatecznej ilości tlenu, który jest tak bardzo ważny we wczesnym stadium rozwoju i przerażonych młodych oczach, gdzie podejrzewam, że ciężko dodatkowo jeszcze jest mu pojąć, co się tak naprawdę dzieje na tym popieprzonym świecie.

KOMENTARZE

  • @Autor
    "... broń Boże lepiej „dzieciaka nie wypuszczać na świeże powietrze, bo jeszcze przywlecze koronawirusa do domu” – rzekł zapewne niejeden kowidiański paranoik". -

    --- Wielką szkodę wyrządzają rodzice tym dzieciom. Nie wiedzą oni, że do ponad 99% zakażeń dochodzi w pomieszczeniach zamkniętych, a tylko przypadkiem w otwartej przestrzeni. Tłumaczyli to dwaj niemieccy wirusolodzy covidiocie Lauterbachowi, jednemu z odpowiedzialnych za zniewolenie Niemców. W Polsce w mainstreamie nikt nikomu nic nie tłumaczył.
  • No to przykład.
    Z prawie własnego, lecz nie podwórka.
    Powiedziałem coś podobnego kuzynce.
    Także na tle kiszenia dziecka w domu.
    Jej syn został wpędzony przez "specjalistów" w dysfunkcje i niedorozwoje.
    A wystarczyło posłać go do szkoły rok później.
    Co sugerowałem i ja i parę rozsądniejszych osób z rodziny.
    Zamiast katować dziecko zajęciami dodatkowymi, żeby "wyrównał poziom".
    Jakoś to wytrzymał i okazał się uzdolniony.
    Teraz zachwycają się jego pismem, rysunkami i przerażają nerwowością.
    Na szczęście Mama stara się teraz wynagrodzić to dziecku zwiększonym okazywaniem zainteresowania na co dzień.
    Ale odebrania roku dzieciństwa i zapędzenia w wyścig szczurów nic nie wynagrodzi.
    Lecz to "specjaliści"(chyba od tortur) maja głęboko...
    W kontekście mojej niedawnej hospitalizacji mogę tylko dodać jedną suplikację.
    Od powietrza, głodu, ognia i wojny oraz bandy durniów z tytułami zachowaj nas Panie.
    Spokoju na Te Święta życzę.
    Zdrowia, Nadziei, Miłości, oparcia w Rodzinie, od Zmartwychstałego Chrystusa.
    Przede wszystkim tego i pozostania sobą.
  • Wolność
    Bardzo mądry/wartościowy artykuł. Pozdrawiam.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031